spółka zależna Polydor Records.
Od lat pięćdziesiątych aż do początku lat siedemdziesiątych londyńsko-amerykańskie wytwórnie Decca i amerykańskie wytwórnie EMI wydawały większość klasycznego soulu i R&B wydawanych w Stanach Zjednoczonych. Ze względu na niemal monopolistyczny charakter obu firm na brytyjskim rynku płytowym, niewiele wysokiej jakości amerykańskich wydawnictw umykało ich uwadze, a sprytny ruch EMI, polegający na stworzeniu marki Tamla-Motown, jeszcze bardziej umocnił ich pozycję na rynku najlepszych wydawnictw soulowych tamtych czasów, a wiele z ich wydawnictw z lat sześćdziesiątych do dziś jest przedmiotem kolekcjonerskich.
Ich jedynym poważnym konkurentem w Wielkiej Brytanii byli Atlantic i Stax, których amerykańskie wydawnictwa (przez większość czasu) w Wielkiej Brytanii wydawała firma Polydor. To właśnie niemiecka firma ponownie wkroczyła na scenę na początku lat siedemdziesiątych - z pomocą Johna Abbeya, twórcy bluesa i soulu - tworząc wytwórnię Mojo, prawdopodobnie najlepszą brytyjską wytwórnię soul w historii. Może to wydawać się kontrowersyjne, ale zarówno Stateside, jak i London-American nie były wyłącznie wytwórniami muzyki czarnej i choć część ich wydawnictw stanowiły reaktywowane stare przeboje, to ich produkcja skupiała się głównie na aktualnych produkcjach. Inne, cenione brytyjskie wytwórnie soulowe, takie jak Sue, Action czy Soul City, wydały stosunkowo niewiele płyt.
W bogatym katalogu Mojo każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Były tam znakomite, współczesne wydawnictwa od Jamesa Browna - takie jak Vicki Anderson, The JBs i Bobby Byrd; utwory z południowego soulu od takich artystów jak Fontella Bass, Little Johnny Taylor, Bobby Powell i Bobby Patterson; albumy Doris Duke i ZZ Hill (a nawet płyty 45-calowe!) produkowane przez Swamp Dogg. Późniejsze, rzadkie utwory groove i funkowe El Dorados, Kool & The Gang, Olivera Saina i kolekcjonerskiego albumu „Stone Penguin” Elephant Band zostały po raz pierwszy wydane w Wielkiej Brytanii przez Mojo.
W ślad za tym, co działo się na północy Anglii, wytwórnia wypuściła rozchwytywane płyty 45-calowe Fascinations, Chucka Wooda, Jamo Thomasa, Mosesa & Joshuy Dillarda i innych, a nawet zyskała popularność dzięki reedycji albumu Tami Lynn „I’m Gonna Run Away From You”. Inne nieoczekiwane przeboje pojawiły się wraz z hipnotycznym „Why Can’t We Live Together” Timmy’ego Thomasa z Miami, który wyprzedził sukces Jaya Boya z George’em McRae z Sunshine State i KC & The Sunshine Band kilka lat później.
Choć ukazało się kilka nijakich wydawnictw, w latach siedemdziesiątych kupowanie w ciemno płyty Mojo 45 było dość bezpiecznym rozwiązaniem. Z pewnością żadna inna wytwórnia w tamtym czasie (i niewiele dziś) nie pomyślałaby o wydaniu singla Doris Duke! Dość chaotyczny system numeracji płyt Mojo nie zyskał sympatii kolekcjonerów płyt, ponieważ Polydor przyjął szczególnie złożony system numeracji, z wieloma różnymi prefiksami: 2001, 2027, 2092, 2093… ale pomijając kilka trudno dostępnych płyt 45-tki, są one stosunkowo łatwe do znalezienia. Co ciekawe, instrumentalny hit Ala Kenta z Detroit „You Gotta Pay The Price” miał zostać ponownie wydany (pierwotnie ukazał się w Wielkiej Brytanii nakładem Track), ale nigdy się nie ukazał. Podejrzewa się, że EMI ujawniło, że posiada prawa do utworu i rozważa jego wydanie – miało to miejsce mniej więcej w czasie, gdy Tamla-Motown wydawała składankę albumową Ric-Tic Relics.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz