
Wszystko zaczęło się w Cleveland, Ohio, gdzie - jeśli wierzyć tym,
którzy przeżyli ten okres i mogą dzisiaj wspominać go z rozrzewnieniem -
na- prawdę nic się nie działo. Nie było żadnej "sceny", zinów,
niezależnych stacji radiowych, fajnych imprez: dosłownie nic. W tej
próżni istniała jednak iskierka, która dała początek całkiem sporemu
płomieniowi. Płomień ten nosić miał nazwę
Pere Ubu i na dobre rozbłysnął w 1975r.
Cofnijmy się jednak do chwili, w której w Cleveland nie działo się
zupełnie nic. No, może prawie nic. Zanim jednak doszło do jakiegokolwiek
debiutu płytowego ze strony Pere Ubu, istniała grupa
Rocket From The Tombs, w której muzycy (
David Thomas - voc.,
Peter Laughner - g.,
Gene O'Connor - g.,
David Bell - b.,
Johnny Madansky
- dr.) dzielnie ćwiczyli i zapoznawali się z rockowym rzemiosłem. A w
zasadzie, jak ustrzec się od nieszczęsnych schematów, w które klasyczny
rock zaczął popadać. Rockets nie pozostawili po sobie zbyt wiele - ot,
ostała się tylko taśma z nagraniami dla lokalnej rozgłośni radiowej.
Zgiełkliwe gitary były na tyle zgiełkliwe, że muzycy postanowili
przedstawić płytę pierwszemu menadżerowi MC5. Nic jednak z tego nie
wyszło - gest ten nie zaowocował żadnym kontraktem. I wszystko
wskazywało na to, że grupa skończy podobnie do innych nielicznych
weteranów sceny Cleveland, takich jak
Mirrors czy
Dead Boys
- zostanie w zapadłej dziurze gdzieś na północnym wschodzie Stanów, nie
wychyliwszy z niej głowy nawet na sekundę. Ale udało jej się dotrzeć do
szerszej publiczności, otwierając występy takich bandów, jak
Iron Butterfly, Television czy
Captaina Beefhearta.
Na przestrzeni kolejnych 3 lat następowały zmiany składów, aż wreszcie
grupa rozpadła się z powodu różnicy zdań na temat jej przyszłości.
Odśrodkowe siły rozrywały ją między glam-rockiem, rockiem kabaretowym,
nową falą, punkiem.
W tym okresie wahała się kariera muzyków - ojcowie-założyciele zespołu
mieli nieco inne plany odnośnie swojej przyszłości. Thomas chciał zostać
mikrobiologiem, Laughner dziennikarzem. Niemniej jednak udało im się
dojść do porozumienia. Z pomocą
Tima Wrighta (b.) i
Scotta Kraussa (dr.) oraz
Toma Hermanna (g.) założyli nową grupę, obierając sobie jako patrona bohatera dramatu Alfreda Jarry'ego: Króla Ubu. Wkrótce dołączył
Allen Ravenstine (keyb., sax.).W ten sposób powstało Pere Ubu ("pere" po francusku oznacza "ojca").
Pierwszym wydawnictwem Pere Ubu był singiel
"30 Seconds Over Tokio" (
Hearthan Records 1975), który doskonale spełniał pierwotne metodologiczne założenia członków:
* nie zabiegaj o rozgłos,
* nie szukaj nikogo,
* nie szukaj sukcesu,
* wybierz pierwszą osobę, o której słyszałeś,
* podążaj za pierwszym pomysłem, jaki ci przyjdzie do głowy,
* wyjątkowi ludzie powinni trzymać się w kupie - zagrają oni unikalną muzykę, niezależnie od tego, czy umieją grać.
Dziki, nieokiełznany, surowy, a mimo to nowatorski i świeży - tak można
by skomentować ten singiel, osadzony jeszcze w klimatach znanych Rocket
From The Tombs. W tym samym roku grupa zagrała debiutancki koncert w
uniwersyteckim barze pod nazwą Viking Saloon (!), na którym
zaprezentowała dziką mieszankę coverów The Stooges, Velvet Underground i
innych garażowych kapel, przekładaną wściekłymi solówkami analogowego
syntezatora. Był to niewątpliwie dobry początek kariery. Na początku
1976 r. Pere Ubu wydało drugi, równie obiecujący singiel
"Final Solution/Cloud 149" (Hearpen Records).
Kolejne sukcesy przyszły jednak dopiero po fali drobnych przetasowań w
składzie grupy. Jedni odchodzili, by powrócić po miesiącu zastanowienia.
Inni odeszli na stałe. Dość powiedzieć, że do grupy dołączył
Tony Maimone,
zastępując Laughnera (który zmarł w 1977 r.) na gitarze. Właśnie w
składzie Maimone/Thomas/Krauss/Ravenstein/Herman Pere Ubu wydało
nakładem sub-labelu wytwórni
Mercury pełnometrażową płytę zatytułowaną
"The Modern Dance" (Blank 1978).
Dlaczego jest to dobra płyta ? Dlatego, że jest doskonałym debiutem.
Dlatego, że powstała jako mikstura rocka garażowego, punka, art-rocka,
przesyconego dokonaniami muzyki elektroakustycznej. Jest - nawet z
perspektywy ponad 20 lat od jej nagrania - znacznie więcej niż tylko
wypadkową powyższych trendów i kierunków muzycznych. Muzycy nie bali się
czadu i prostoty (posłuchajcie pierwszych riffów !), nie bali
sięsentymentalizmów (
"Humor Me") ani dziwnych podziałów, efektów i niełatwych chwytów (
"Street Waves",
eksplodujące odgłosami tłuczonego szkła). To w zasadzie pozycja
klasyczna, choć nie najlepsza w dyskografii Pere Ubu. Anegdota mówi, że
znalazła się ona na 82 miejscu w zestawieniu 100 najlepszych płyt w
kategorii pop/rock izraelskiego pisma "Yediot Acharonot". I jest to fakt
wymowny.Thomas i spółka trochę koncertowali po Europie i Stanach, po
czym od razu weszli do studia, uciekając od marazmu i nudy, która
wdzierała się wszystkimi zakamarkami do ich mieszkania w okolicy
hałaśliwego mostu kolejowego w Cleveland.
Menadżerowie z Mercury doszli do wniosku, że Pere Ubu nie przyniesie im
dużej kasy, więc postawili nie przedłużać kontraktu z grupą. Zaraz
jednak pojawiła się nowa szansa - przygarnęła ich stajnia
Chrysalis, dla której nagrywał między innymi Jethro Tull. Tak powstała płyta
"Dub Housing"
(Chrysalis 1979), inspirowana wielkomiejskim zgiełkiem, płyta cięższa i
bardziej skupiona niż debiut. Choć wokal Thomasa nadal jest dosyć
rozbrykany, chwiejny i spontaniczny, Pere Ubu wytracili nieco tempo.
Obok pozycji o mocnej fakturze rytmicznej, np. (Pa) Ubu Dance Party na
płycie było więcej rozciągniętych, surrealistycznych pejzaży, pasujących
o wiele lepiej do klimatów literackiego patrona grupy.
Płyta sprzedawała się beznadziejnie, mimo iż podziemny światek rockowy
przyjął ją ciepło i z entuzjazmem (owocem tego były trasy koncertowe u
boku
Nico, The Human League, Red Crayola, oraz własna, pełna
improwizowanych na poczekaniu scenariuszy scenicznych trasa pod hasłem
"Magical Mystery Ubu Tour"). Kolejne wydawnictwo,
"New Picnic Time"
(Chrysalis 1979) miało roboczy tytuł "Goodbye", zupełnie tak, jakby
grupa miała rozstać się z graniem na dobre. I faktycznie rozstała się.
Mimo to zdążyła wydać "New Picnic Time" - płytę, która zamyka pierwszy
okres ich działalności, podsumowuje stylistyczne eksperymenty i zabawy
konwencją, stanowiąc jednocześnie okazję do religijnych refleksji samego
Davida Thomasa (patrz Jehovah's Kingdom Come, zamykający płytę utwór
opowiadający o związkach Thomasa ze Świadkami Jehowy).
Minęło kilka miesięcy i Pere Ubu ruszyło do pracy nad kolejną płytą w
reaktywowanym składzie (Hermana zastąpił gitarzysta z zaprzyjaźnionego
Red Crayola,
Mayo Thompson).
"The Art of Walking"
(Rough Trade 1980) zwiastowało nowy okres w twórczości grupy - bardziej
swobodny, pozbawiony zadziorności, nieco bardziej elektroniczny, za to
mniej gitarowy, wręcz piosenkowy. Mimo iż płyta ta doczekała się dosyć
dobrych recenzji (w tym peanów ze strony Chrisa Cutlera na łamach "New
Musical Express"), wielu fanów nie doceniło nowego oblicza Pere Ubu.
Trasa koncertowa z
Gang of Four w tym samym roku również nie
przyczyniła się do poprawieniaopinii. Niektórzy mówili, że "dwie twarze
Ubu: pop i sztuka, połączyły się w jedno". Na fali ogólnego kryzysu
grupę opuścił Scott Krauss, którego zastąpił
Anton Fier - perkusista pochodzacy z nowojorskiej sceny awangardowej, zasilający wcześniej szeregi takich projektów, jak
The Golden Palominos Freda Fritha, czy
Lounge Lizards.
Kłopoty pogłębiały się. Wraz z wydaniem nienajgorszej płyty
"Song Of The Bailing Man" (Rough Trade 1982), poprzedzonej mało udanym, brudnym i nieczytelnym wydawnictwem koncertowym zatytułowanym
"390° Degrees of Simulated Stereo (Live)" Pere Ubu zawiesiło działalność, by wznowić ją dopiero w 1998 roku.
W międzyczasie muzycy poświęcili się solowym projektom, z których
najbardziej godne uwagi były udziałem Davida Thomasa. Thomas kontynuował
zaczętą w 1981 r. współpracę z gitarzystą Richardem Thompsonem,
nagrywając
"The Sound of the Sand and Other Songs of the Pedestrians" (Rough Trade 1981),
"Variations on a Theme" (1983 ?) oraz
"Winter Comes Home" (1982). Inne jego projekty obejmowały współpracę z grupami
The Pedestrians:
"More Places Forever" (Twin/Tone 1983), a także solowe płyty:
"Monster Walks The Winter Lake" (Twin/Tone 1985) czy
"Blame The Messenger"
(Twin/Tone 1987), uznaną za najlepszą w jego dorobku. Poboczne projekty
Thomasa oscylowały wokół jarmarczno-bluesowej estetyki, umacnianej
instrumentarium w postaci katarynkowo brzmiących akordeonów różnej
maści, zahaczając o błahe piosenki nagrywane z Thompsonem i jego żoną,
Lindą, czy nawet o, jak to nazwał jeden z krytyków "kosmiczną operę
podsycaną eterycznymi klawiszami".
Podsumowaniem solowej kariery Thomasa była niewątpliwie płyta
"Mirror Man" ,
skupiająca chyba wszystkich artystów, z którymi zetknął się on na
przestrzeni ostatnich kilku lat. Z tejże okazji odbył się również
kilkudniowy festiwal "Disastrodome!" w londyńskiej Royal Festivall Hall.
I tu osobista wycieczka. Miałem okazję uczestniczyć w jednym z
londyńskich koncertów, na którym towarzyszyli Thomasowi m.in. Richard
Thompson (g.), Chris Cutler (dr.) czy Andy Diagram, znany z wydanej u
nas nakładem Code Records płyty "Spaceheads" . Przyznaję z przykrością,
iż wielogodzinny występ nie zrobił na mnie większego wrażenia. Thomas
paradował półnagi na scenie w rzeźnickim fartuchu, grając smętne songi
przypominające nabożne kolędy. Zarówno Thompson, jak i Cutler - skądinąd
uzdolnieni wirtuozi swoich instrumentów - grali jakby "na pół gwizdka",
bez emocji, bez werwy, bez pomysłu. Ot, frapujące, osadzone w tonacji
"Koncertu Życzeń", parateatralne kawałki, przerywane melorecytacjami
ex-beatnika Boba Holmana.
Po klikuletniej przerwie Thomas powrócił do Cleveland wraz z jedną ze swoich formacji:
The Wooden Birds.
I wtedy zrodziła się idea reaktywowania grupy. Do projektu zostali
zaproszeni muzycy, z którymi Thomas współpracował and swoimi solowymi
wydawnictwami:
Chris Cutler na perkusji i
Jim Jones na gitarze. Po kilkumiesięcznej sesji nagraniowej powstała płyta
"The Tenement Year"
(Enigma 1988).Zdecydowanie mniej awangardowa i eksperymentalna, "The
Tenement Years" uznawana jest przez krytyków za najbardziej popowy album
w dorobku grupy. Znikły rozlane, post-psychodeliczne kompozycje, znikł
punkowy wigor i brud. Nie inaczej brzmiała kolejna płyta:
"Cloudland" (Fontana 1989), nad której produkcją czuwał
Stephen Hauge - odpowiedzialny za produkcję płyt m.in.
Pet Shop Boys
(!). Mniej więcej w tym okresie od grupy odłączył się Allen Ravenstine,
zniechęcony obrotem rzeczy. Fani, początkowo zaskoczeni rezurekcją
Thomasa i spółki, zaczęli odsuwać się od grupy, która pogrążała się w
popowym bezładzie. Brakowało jej koncepcji, znikł gdzieś pierwotny duch,
który niewątpliwie unosił się nad Pere Ubu w latach 70. Grupa nawiązała
nawet krótki romans z MTV, co uznano za kompletną zdradę. Kolejni
członkowie: Cutler i Ravenstine opuścili jej szeregi.
Gdy ukazała się płyta
"Worlds In Collision" (Fontana
1991), wszyscy myśleli, że to już prawdziwy koniec starego dobrego Pere
Ubu. Po części przewidywania te się sprawdziły. Z jednej strony
zawierała ona najbardziej przystępne i chwytliwe kawałki (chociażby
Over The Moon). Niemniej jednak znalazły się na niej także utwory dziwaczne i zaskakujące (
Turpentine) - trudno więc było posądzać Thomasa o dbałość o stylistyczną spójność. Na "Worlds" pojawił się również nowy gitarzysta:
Eric Drew Feldman,
który wspomagał niegdyś Captaina Beefhearta. Jednak wkrótce po nagraniu
albumu Feldman przemknął jak kometa, nagrywając niebawem płyty z
Frankiem Blackiem z
The Pixies.
"Story Of My Life" (Imago 1993) nagrana dla niewielkiej stajni
Imago
była tylko kolejnym przykładem tego, że Pere Ubu najlepsze czasy ma już
za sobą. Choć w jej nagraniu brało udział blisko dziesięciu muzyków,
zawiera ona tylko i wyłącznie dobrze wyprodukowane piosenki. W tym samym
roku odszedł Maimone, na którego miejsce przyjęto
Michela Temple. W podobny sposób nic nowego do wizerunku grupy nie dodały kolejne płyty:
"Raygun Suitcase" (Cooking Vinyl 1995),
"Pennsylvania" (Tim Kerr 1998) i koncertowa
"Apocalypse now"
(Thirsty Ear 1999). Z trzech powyższych najlepsze wrażenie robi chyba
"Pennsylvania", nagrana z udziałem Toma Hermana, który zdecydował się
ponownie zasilić skład Pere Ubu.
I co? I to w zasadzie wszystko. Dyskografię Pere Ubu uzupełnia jeszcze
kilka płyt koncertowych, prezentujących jednak materiał pośledniej
jakości, a także liczne epki i płyty kompilacyjne, z których najbardziej
interesującą jest zdecydowanie
"Datapanik In The Yeatr Zero" - 5-płytowy box, zawierający m.in. niepublikowane wcześniej nagrania Rocket From The Tombs.
|
Single |
| Tytuł |
Wykonawca | Data wydania |
UK |
US |
Wytwórnia
[US] |
Komentarz |
| 30 Seconds Over Tokyo / Heart of Darkness | Pere Ubu | 11.1975 | - | - | Hearthan HR 101 | - |
| Final Solution / Cloud 149 | Pere Ubu | 03.1976 | - | - | Hearthan HR 102 | - |
| Street Waves / My Dark Ages | Pere Ubu | 10.1976 | - | - | Hearthan HR 103 | - |
| The Modern Dance / Heaven | Pere Ubu | 08.1977 | - | - | Hearthan HR 104 | - |
| The Fabulous Sequel / Humor Me / The Book Is on the Table | Pere Ubu | 10.1979 | - | - | Chrysalis CHS 2372 [UK] | - |
| Datapanik in the Year Zero-A | Pere Ubu | 06.1980 | - | - | Rough Trade RT 049 [UK] | - |
| Not Happy / Lonesome Cowboy Dave | Pere Ubu | 02.1981 | - | - | Rough Trade RT 066 [UK] | [written by Pere Ubu] |
| We Have the Technology | Pere Ubu | .1988 | - | - | Fontana UBU 1 [UK] | [produced by Paul Hamann] |
| Breath (Don't Let's Talk About Tomorrow)/Bang The Drum | Pere Ubu | .1989 | - | - | Fontana UBU 4 [UK] | [[written by Ravenstine, Cutler, Thomas, Jones , Krauss , Maimone]produced by Stephen Hague] |
| Love, Love, Love / Fedora Satellite / Say Goodbye | Pere Ubu | .1989 | - | - | Fontana UBU 312 [UK] | [produced by Paul Hamann] |
| Waiting for Mary (What Are We Doing Here?)/ Wine Dark Sparks / Flat | Pere Ubu | .1989 | - | 6.Modern Rock Tracks | Fontana/Phonogram UBU 2 [UK] | [written by Cutler/Jones/Krauss/Maimone/Ravenstine/Thomas][produced by Stephen Hague ] |
| Folly Of Youth See Dee + | Pere Ubu | .1995 | - | - | Cooking Vinyl FRY CD 043 [UK] | - |
|
Albumy
|
| Tytuł |
Wykonawca | Data wydania |
UK |
US |
Wytwórnia
[UK] |
Komentarz |
| The Modern Dance | Pere Ubu | 01.1978 | - | - | Blank Blank 001 | [produced by Ken Hamann , Pere Ubu ] |
| Dub Housing | Pere Ubu | 11.1978 | - | - | Chrysalis CHR 1207 | [produced by Ken Hamann] |
| New Picnic Time | Pere Ubu | 09.1979 | - | - | Chrysalis CHR 1248 [UK] | [produced by Ken Hamann , Pere Ubu ] |
| The Art of Walking | Pere Ubu | 07.1980 | - | - | Rough Trade US-4 | [produced by Ken Hamann , Pere Ubu ] |
| 390 Degrees of Simulated Stereo, Vol. 1 | Pere Ubu | 04.1981 | - | - | Rough Trade ROUGH US 10 | - |
| Song of the Bailing Man | Pere Ubu | 09.1982 | - | - | Rough Trade (UK) ROUGH 33 [UK] | [produced by Adam Kidron ] |
| The Tenement Year | Pere Ubu | 03.1988 | - | - | Enigma D1-73343 | [produced by Ken Hamann ] |
| One Man Drives While the Other Man Screams | Pere Ubu | 03.1989 | - | - | Rough Trade Rough CD 93 [UK] | - |
| Cloudland | Pere Ubu | 05.1989 | - | - | Fontana 838 237-2 | [produced by Dave Meegan, Paul Hamann , Stephen Hague] |
| Worlds in Collision | Pere Ubu | 04.1991 | - | - | Fontana 848 564-2 | - |
| Story of My Life | Pere Ubu | 01.1993 | - | - | Imago Recording Company 72787-21024-2 | [produced by Al Clay] |
| Raygun Suitcase | Pere Ubu | 07.1995 | - | - | Tim/Kerr Records TK95CD100 | [produced by David Thomas] |
| Pennsylvania | Pere Ubu | 03.1998 | - | - | Tim/Kerr Records T/K 155-2 | [produced by David Thomas] |
| Apocalypse Now | Pere Ubu | 08.1999 | - | - | Cooking Vinyl COOK CD 185 | - |