
Nieważne, kto pierwszy z grupy przyjaciół z londyńskiego przedmieścia Bromley usłyszał o
Sex Pistols
- faktem jest, iż ten szczególny, wyróżniający się ekstrawaganckimi
strojami i fryzurami tłumek stał się niebawem najwierniejszymi fanami
zespołu Johnny'ego Rottena. Ich szokujący wygląd zewnętrzny i wyzywający
sposób bycia zwróciły natychmiast uwagę prasy, coraz
chętniej piszącej o nowej subkulturowej sensacji -
punk rocku. W jednej z popularnych gazet pojawił się termin The Bromley Contingent i tak już zostało.
Do niekonwencjonalnego wyglądu nie pasowały konwencjonalne imiona i
nazwiska William Broad występował więc odtąd jako Billy Idol, Susan
Dallion - jako Suzie, a potem Siouxsie, Steven Bailey -jako Spunka,
później Two Tone Steve, wreszcie Steve Severin. W owym burzliwym 1976
roku każdy myślał o założeniu zespołu - na wzór Sex Pistols. Czy umiał
grać, czy też nie.
Billy Idol stanął wkrótce na czele
Generation X,
nierozłączni Siouxsie i Steve pojawili się we wrześniu na scenie 100
Club, pod
czas pierwszego festiwalu punkrockowego pod nazwą Siouxsie And The
Banshees - zaczerpniętą z tytułu filmu opartego na opowiadaniu
Edgara Allana Poe Cry Of The Banshee.
Wykonali przeraźliwie monotonną, podobną zwierzęcemu skowytowi wersję
The Lord's Prayer (Ojcze nasz) z wplecionymi w nią fragmentami tekstów
Twist And Snout i
Knockin' On Heaven's Door
i mieli ją w założeniu grać tak długo, aż zirytowana publiczność
przegna ich gradem butelek i innych ciężkich przedmiotów. Okazało się,
że ta zabawa znudziła się jednak szybciej im samym: po dwudziestu
minutach przerwali raptownie i zeszli ze sceny, pozostawiając po sobie
tak negatywne wrażenie, iż żadna z szanujących się firm płytowych długo
nie kwapiła się z propozycją podpisanie kontraktu. Dopiero w 1978 roku
na warunki stawiane przez Siouxsie And The Banshees przystała wytwórnia
Polydor.
W owym legendarnym pierwszym składzie, obok Siouxsie i Severina występowali gitarzysta
Marco Pirroni (później -
The Models, Beastly Cads, Rema Rema i
Adam And The Ants) i perkusista
Simon Beverley, czyli osławiony
Sid Vicious (
Flowers Of Romance, Sex Pistols, samobójstwo).
W chwili wejścia do studia nagraniowego niecałe dwa lata póżniej,po kilku zmianach personalnych,na gitarze grał już
John McKay,na perkusji natomiast-
Kenny Morris.Jedno
wymaga tu zdecydowanego wyjaśnienia,by punkrockowe afilliacje
kontyngentu z Bromley nie rzutowały na rzeczową ocenę działalności
Siouxie and The Banshees.Otóż zespół ten stanowił swoiste ogniwo
pośrednie między
"glam-rockiem" (tzn.
Markiem Bolanem i
T- Rex,
Roxy Music i
Davidem Bowiem-Ziggy Stardustem) i dekadencją rodem z
Kabaretu Boba Fosse'a i
Nocnego portiera Uliany Cavani z jednej strony, a modną kliką spod znaku "
new romantic" i
Spandau Ballet - z drugiej. Do grona przyjaciół grupy zaliczał się zresztą nie kto inny, tylko
Steve Strange i wiele nauczył się, zanim założył supermodny klub Blitz...
Subkultura punk stanowiła dla Siouxsie i Severina zaledwie punkt odbicia
do działalności niewiele wspólnego mającej z jadowitym anarchizmem Sex
Pistols, lewacką bojowością
The Clash
i powszechnie obowiązującym kultem ulicy. Siouxsie od samego początku
była gwiazdą - wzorem do naśladowania przez inne dziewczęta, tajemniczą,
dystansującą się od publiczności "Królową wojowników epoki lodowcowej",
jak cokolwiek pretensjonalnie nazywała ją prasa w 1977 roku. Wykreowała
postać, której nie spotyka się w codziennym życiu - która pochodzi z
innego. psychodelicznego (tak, tak wymiaru. Kiedy Bromley Contingent
wkroczył na scenę, bunt przekształcił się w styl.
Tytuł "The Scream" odnosi się do każdej piosenki na płycie,choć w
różnym znaczeniu.Ale przecież każdy z nas inaczej woła o pomoc.
[Siouxsie Sioux,1978r]
Konsekwentnie- jak dowiodła płyta dtugogrająca
The Scream
- Siouxsie And The Banshees- nie byli zainteresowani tą stroną
rzeczywistości, w której młodzi ludzie wystają w kolejkach po zasiłek
dla bezrobotnych i domagają się pracy, wzywają do buntu przeciw
establishmentowi i zwierzają się ze swych problemów okresu dojrzewania.
Już singel
Hong Kong Gardens z aluzjami do tragedii Hiroszimy i
Nagasaki, do rozpaczliwej obrony Japończyków i Chińczyków przed
tandetnością narzucanego im amerykańskiego stylu życia, pośrednio
wyrażający również strach przed konsekwencjami postępującej
amerykanizacji Anglii - zapowiał istotne zmiany w rockowym tekście w
drugiej połowie lat siedemdziesiątych. Pizede wszystkim uwolnienie od
punkrockowej żółci i dorażnej sloganowości.
The Scream przynosi zestaw krótkich-niekiedy drastycznych (
Carcass)
-studiów schizofrenii i dezintegracji osobowości pod presją krępującej niczym gorset, zrytualizowanej codzienności (
Suburban Relapse,Jigsaw Feeling, Switch, Mirage, Overground). Na pytanie, co warunkuje ową codzienność, odpowiada utwór Metal Postcard (Mitageisen-poświecony pamięci Johna
Heartfielda, niemieckiego artysty z lat trzydziestych, specjalizującego się w fotomontażach o antynazistowskiej wymowie.
Ta piosenka jest ostrzeżeniem -mówi Siouxsie. - Cała propaganda
nazistów w tamtych czasach była o tyle niebezpieczna, że gładko
wślizgiwała się do ludzkiej świadomości i
nie chodzi mi tutaj o histerię wokół
eksterminacji Żydów, czy czegoś w tym rodzaju. Ten mechanizm
propagandowy doskonale pasuje do naszych czasów i boję się, iż pewnego
dnia nie będziemy mogli uciec od rozkazów dnia. wydawanych przez
wszechobecne megafony i kamer obserwujących nas bez przerwy na ulicy i w
naszych domach.
Podobnie mroczna tematyka w muzyce rockowej tego pokolenia dotąd nie
występowała. Emanująca ż tekstów duszna, klaustrotobiczna atmosfera,
spotęgowana została przez zimne, metaliczne brzmienie gitary McKaya,
który wydaje się być uczniem Pete'a Townshenda z
The Who - kontynuatorem brutalnego, gęstego stylu gry akordami, nie stroniącego od atonalności w momentach kulminacyjnych.
Join Hands stanowi w zasadzie kontynuację i rozwinięcia The Scream, zwłaszcza utworu
Mirage,
kreślącego portret człowieka uwięzionego bez ratunku w pułapce pozorów i
konwencji. Siouxsie stawia zdecydowany znak równości między życiem w
iluzji a śmiercią (
Placebo Effect, Regal Zone, Icons, Premature Burial)- cały świat jest; według niej, "zombieramą" - "paradą żywych trupów".
Ten etap działalności Siouxsie And The Banshees zamyka album
Kaleidoscope z 1980 roku. Nieco mniej pesymistyczny niż Join Hands, porusza się jednak w podobnym kręgu tematycznym.
Hybrid jest wyraźną kontynuacją Overground;
Tenant (zainspirowany prawdopodobnie filmem Romana Polańskiego
Lokator) stanowi studium narastającej paranoi;
Christine przywołuje autentyczny przypadek Amerykanki Christine Sizemal,w której zamieszkały 22 różne osobowości;
Happy House
to kolejny utwór o niebycie w zdradliwym,iluzorycznym świecie,kreowanym
przez przyjemne,rodzinne filmy z Happy endem.Nic nowego ,
jeśli nie liczyć ekologicznych akcentów w
Skin.
O ile wszystkie trzy pierwsze płyty prezentują bardzo zwarty
światopogląd zespołu, muzycznie różnią się one od siebie w sposób
zasadniczy. The Scream przynosi w gruncie rzeczy 40 minut tradycyjnego,
gitarowego rocka z pewnymi naleciałościami punkrockowymi w warstwie
wokalnej. Zmiana producenta wpłynęła natomiast radykalnie na modyfikację
brzmienia
Join Hands. Steve'a Lillywtiite'a zastąpił
Mike Stavrou - duch opiekuńczy nagrań
Marca Bolana i
T. Rex (wybór ten podyktowany był chęcią zarejestrowania nowej wersji
Twentieth Century Boy jako strony B singla
Staircase (Mystery).
Stavrou dokonał istotnych zmian w układzie planów dźwiękowych:
przesunął gitarę głęboko w tło, wyeksponował warstwę perkusyjną i
melodycznie grający bas. Notabene, na podobny pomysł wpadł równolegle
Martin Hannett i nic dziwnego, że wydany w tym samym czasie
Unknown Pleasures Joy Division zdradza spore stylistyczne powinowactwo z Join Hands.
Pesymistyczna wymowa utworów, ich szczątkowa melodyka (cennym wyjątkiem jest
Playground Twist)
i posępne, ciężkie brzmienie sprawiają, iż po frapującej swym
nowatorstwem pierwszej stronie, płyta zaczyna nużyć - wreszcie, na
koniec, wraz z długim, przeraźliwie monotonnymi i całkiem tu
niepotrzebnym
The Lord's prayer opada do poziomu
muzyczno-semantycznego szumu. To, co miało posmak prowokacji
"artystycznej" w 1976 roku, cztery lata później było po prostu nudne.
The Lord's Prayer świadczył o dojściu Siouxsie And The Banshees -
zespołu zdecydowanie rockowego - do końca ślepego zaułka. Dokonanie
przewartościowań -zwrot ku głównemu nurtowi muzyki rockowej - było
koniecznością. Mike'a Stavrou zmienił Nigel Gray opromieniony sukcesem
Reggatta De Blanc The Police:
brzmienie grupy uległo rozjaśnieniu, nabrało bardziej przestrzennego
charakteru, w aranżacjach pojawiły się nowe instrumenty (gitary
akustyczne, syntezatory, elektryczny sitar), w warstwie wokalnej
zniknęta archaiczna punk-rockowa manieryczność. powróciły wyraziściej
zarysowane linie melodyczne. Niby wszystko znalazło się na swoim
miejscu, jednakże
Kaleidoscope okazał się najmniej spójną -
pozostaje chyba najsłabszą - propozycją w dyskografii Siouxsie And The
Banshees. Jest typową pozycją okresu przejściowego, choć bardziej
pasowałoby tu określenie -okresu kryzysowego. We wrześniu 1979 roku,
podczas trasy po Szkocji,McKay i Morris bez uprzedzenia opuścili zespół i
wyjechali do Londynu. Próby pozyskania do współpracy Steve'a Jonesa i
Paula Cooka z Sex Pistols spełzły na niczym -aby dopełnić zobowiązań
kontraktowych, błyskawicznie ściągnięto z Londynu perkusistę
Budgiego (ex-
Slits), wakujące miejsce gitarzysty zajął natomiast tymczasowo
Robert Smith z towarzyszącej Banshees grupy
The Cure.
W nagraniach Kaleidoscope udział wziął
Steve Jones (trzy utwory) i
John McGeoch
[Magazine,Visage],który oficjalnym,czwartym członkiem zespołu stał się dopiero w styczniu 1981 roku.
Pomimo oczywistych skojarzeń z
Patti Smith
-w sumie bardzo powierzchownych-napprawdziwy
dowód muzyki Siouxsie And The Banshees pośrednio wskazują trzy
Beatlesowskie akcenty. Chrząkanie świń w Carcass przywołuje na myśl
zakończenie
Piggies George'a Harrisona, jedyną nieautorską kompozycją na The Scream jest natomiast
Helter Skelter
Lennona i McCartneya (oba utwory pochodzą z Białego Albumu z 1968 roku -
oba te tytuły wymienił Chanie Manson, jako inspirujące go do zbrodni w
willi Romana Polańskiego). Ponadto w The Lord's Prayer, który kończył
wówczas koncerty Siouxsie, pojawia się fragment
Twist And Shout -tą zaś piosenką swoje występy kończyli
The Beatles.
Dla kogoś, kto te trzy fakty uważał za przypadkowe, a nie zadał sobie
trudu, by uważnie wsłuchać się w The Scream i Join Hands, Kaleidoscope
musiał być małym szokiem. Pokrewieństwo z psychodelicznym rockiem lat
1967-1968 - zwłaszcza wczesnym
Pink Floyd z
Sydem Barrettem,
Their Satanic Majesties Request The Rolling Stones i Białym Albumem - jest oczywiste, wystarczy posłuchać choćby
Desert Kiesses, Trophy czy
Paradise Place.
O ile The Scream i Join Hands w dużej mierze pobudziły do życia
najrozmaitszych proroków zagłady.Kaleidoscope zapowiada renesans
psychodelii,która przeniknęła najpierw do tzw. pozytywnego
punkrocka,wkrótce potem zaś uległa redukcji do poziomu dekoracji z
trzeciorzędnych horrorów w londyńskim klubie Batcave. Naturalnie,
poddana ona została stosownym zabiegom aktualizującym, dostosowano ją do
epoki przemocy i wszechobecności elektronicznych środków przekazu i
inwigilacji, sięgała do mroczniejszej i gwałtowniejszej metaforyki,
szokowała. Istota tego nurtu pozostała jednak nie zmieniona: poprzez
obrazowość, tworzenie określonej atmosfery, wyolbrzymianie opisywanych
sytuacji i starannie przemyślaną dramaturgię koncertów ma on oddziaływać
na zmysły odbiorców w sposób totalny.
Po prostu do mnie przemawiają tylko gwałtowne wizje i emanujące
nadludzką, mocą symbole - zwierzała się Siouxsie w 1983 roku. -Być może,
niebezpiecznie jest z nimi igrać, zwłaszcza ze nie zawracam sobie nigdy
głowy zgłębieniem ich wszystkich znaczeń (...) Uwielbiam maski i
dlatego zawsze nakładam na twarz mnóstwo kosmetyków. Chcę, aby ludzie
patrzyli wyłącznie na moją twarz i nie zwracali uwagi na inne rzeczy.
Godzinny film
Nocturne, nakręcony podczas koncertów w
Royal Albert Hall 30 września i 1 października 1983 niedwuznacznie
dowodzi, iż Siouxsie i jej zespół awansowali do grona gwiazd, zdolnych
zapełnić nawet największe sale koncertowe. Kulminacyjnym punktem tej
relacji jest niezwykle dramatyczne, oszałamiające efektami wizualnymi i
emanującą ze sceny atmosferą niesamowitości wykonanie utworu
Voodoo Dolly. Pochodzi on z wydanej w 1981 roku czwartej płyty długogrającej
Ju Ju.
Ju Ju, Voodoo, Halloween, tajemne rytuały i celebrująca je, niczym
kapłanka, Siouxsie. Coś podobnego jeszcze dwa, trzy lata temu powitane
zostałoby gromkim śmiechem i powszechną pogardą. Czasy się jednak
zmieniły i po punk-rockowej siermiężności publiczność znowu zapragnęła
spektakli, rockowych igrzysk. Tak jak w złotej epoce dinozaurów.
Paradoksalnie, dla Banshees był to powrót do źródeł - do fascynacji
okultyzmem i filmami grozy. Wszak sama nazwa zespołu zaczerpnięta
została z irlandzkich i szkockich wierzeń, według których zawodzenie
ducha zwanego banshee zapowiada śmierć w tym domu, gdzie zostało ono
usłyszane.
Ju Ju przyniósł bardzo istotną zmianę w tekstach utworów.
Dotyczyła ona nie tyle samej treści, ile lokalizacji źródła zła. Dotąd
człowieka niszczyły potężne, anonimowe siły, znajdujące się na zewnątrz.
Tutaj każdy staje się ofiarą własnej namiętności, chorych fascynacji (
Sin In My Heart, Monitor, Night Shift), czy fanatyzmu religijnego (
Arabian Knights - spokrewniony z nagranymi wcześniej
The Lord's Prayer ) - a więc wad z pietyzmem kultywowanych od samego dzieciństwa (
Spellbound, Halloween). Zamykający płytę
Voodoo Dolly -kojarzący się z prymitywnym bluesem z głębokiego Południa, gdzieś z bagien Luizjany - zapowiada zarazem następny album,
A Kiss In The Dreamhouse.
Tytuł zaczerpnięty został z telewizyjnego programu o "domu marzeń",
istniejącym w Hollywood w latach trzydziestych, w którym można było
spędzić upojną noc z sobowtórem ulubionej gwiazdy filmowej. Chociaż
pojawiły się tu utwory o inności i nietolerancji (zainspirowane
powieścią Jerzego Kosińskiego
Painted Bird) i o błędnym kole życia (
Circle), wyrażonym przez nieco przyciężkie porównanie go do okręźnej, oznaczonej żółtym kolorem linii metra Circle, wiodącym tema
tem A Kiss In The Dreamhouse jest obsesyjna, paraliżująca zmysły i wolę, niszcząca miłość. Seks jako samobó|stwo (
Cascade, Melt!, Slowdive, Green Fingers), niespełnienie jako tortura (
Obsession, Cocoon).
Po niespójnym Kaleidoscope, Ju Ju wskazuje na konsolidację zespołu i umiejętność wyciągnięcia wniosków z popełnionych błędów.
A Kiss In The Dreamhouse
uznać natomiast trzeba za tour de force Siouxsie And The Banshees,
świadectwo osiągniętej przez nich dojrzałości artystycznej. Wszystkie
pomysły i rozwiązania pojawiły się co prawda już na Kaleidoscope - tzn.
bogate aranżacje, złożone harmonie, sposób budowania napięć i duże
zróżnicowanie brzmieniowe -dopiero teraz jednak osiągnęły one
ostateczny, skończony kształt. Jedynym poważnym konkurentem tej płyty w
kontekście nowego brytyjskiego rocka, mógł być wówczas tylko
Pornography The Cure.
Nic dziwnego, że oba te tytuły stały się w pewnym sensie dwiema
księgami Biblii dla wstępującego pokolenia pozytywnych punków i
reanimatorów psychodelicznego rocka. Nie chodzi tu o podobieństwa, choć
można je dostrzec, ale o pokrewny sposób muzycznego myślenia. Logiczne
więc wydaje się. że kiedy w grudniu 1982 roku odszedł McGeoch -
jego miejsce zajął Robert Smith, który postanowił zrobić dłuższą przerwę
w działalności swego zespołu.
Praca nad A Kiss In The Dreamhouse okazała się tak bardzo wyczerpująca,
iż cały następny 1983 rok upłynął na przyjemniejszych, bardziej
relaksowych zajęciach. Po sukcesie EP
Wild Things, Siouxsie i Budgie wyruszyli w styczniu na Hawaje, by nagrać - jako
Creatures -album
Feast. W tym czasie Severin i Smith występowali w psychodelicznym repertuarze z tancerką-wokalistką Jeanette Landray pod szyldem
The Glove (zapożyczonym z Żółtej łodzi podwodnej) i zarejestrowali w studiu materiał na płytę długogrającą, zatytułowaną
Blue Sunshine. Po tej indywidualnej terapii cała czwórka zeszła się na nowo, czego efektem byt singel z
Dear Prudence - następną po
Helter Shelter piosenką z Białego Albumu
The Beatles.
Zwieńczeniem tego okresu stały się wspomniane już dwa wspaniałe wieczory
w Royal Albert Hali, których fragmenty uwieczniono na dwupłytowym
albumie i na godzinnym filmie video Nocturne.
Być zaakceptowanym, znaczy dla mnie to samo, co zostać pogrzebanym.
Niezależnie od tego, jacy
są Banshees, po dziewięciu lalach tolerowanie nas jest czymś
nieuniknionym. Pogodzenie się z tym stanem rzeczy wyda/e ml się jednak
przerażające. Pojawia się też coś w rodzaju szacunku - "przecież oni na
to w pełni zasłużyli" -który narasta wraz z wiekiem zespołu, co
doprowadza mnie z kolei-do mdłości. (Siouxsie Sioux, 1985 r.)
Czy to się podobało Siouxsie czy nie, koncerty w Royal Albert Hall
ugruntowały jej status gwiazdy brytyjskiego rocka. Osoby godnej
szacunku, mającej zagwarantowane miejsce w historii gatunku i w księdze
Who Is Who. Pewnym paradoksem w biografii wokalistki jest jej szczególny
stosunek do samego pojęcia "gwiazdorstwa": gardzi nim, jednak przez
długie lata, od samego początku, robiła wszystko, by ono do niej
pasowało. W latach siedemdziesiątych odżegnała się od związków z
jakimkolwiek "undergroundem" - teraz wylewała krokodyle łzy, że nie ma
już żadnego, że wszystko staje się własnością mediów, zanim się jeszcze
wydarzy. Cóż, nawet w tym kapryszeniu można dopatrzeć się gwiazdorskiej
pozy...
W 1984 roku'zespół przystąpit do pracy nad nowym albumem studyjnym, który ostatecznie ukazał się pod tytułem
Hyena. Tak jak koncert Nocturne otwierało Święto wiosny Strawińskiego, tak Hyenę rozpoczynał fragment
Madame Butterfly-
jak gdyby sugerujący, iż cała płyta będzie podporządkowana tematyce nie
tak bardzo odległej od A Kiss In The Dreamhouse. l rzeczywiście, w
podobnym nastroju utrzymane są utwory
We Hunger i
Belladonna,
jednak motywem przewodnim jest tutaj zderzenie iluzji szczęścia z
brutalną rzeczywistością - jak gdyby wstrząsające odkrycie, iż było się
aktorem w filmie pornograficznym a nie w romantycznej historii miłosnej.
Hyena jest wszakże płytą znacznie bardziej złożoną niż mogłoby wynikać z
tej oceny - stanowi przegląd wielu wątków, poruszanych przez Siouxsie
And The Banshees w bliższej i dalszej przeszłości.
Według podobnej recepty powstał dwa lata później album
Tinderbox, choć i na nim można dopatrzeć się łączących część utworów, wiodących tematów. Są nimi przemijanie i rozkład (
The Sweetest Chill, Cities In Dust, Party's Fall) oraz paraliżujący upał, wyzwalający zbrodnicze lub irracjonalne postawy (
92°, Cannons).
Pod
względem muzycznym. Hyena jest bez wątpienia najdoskonalszym,
najbardziej perfekcyjnym osiągnięciem Banshees. Świetna produkcja
Mike'a Hedgesa, prze-
strzenne, krystaliczne brzmienie, wpływ różnych kultur muzycznych -motywy hispano-amerykańskie (
Bring Me The, Head Of The Preacher Man), daleko- i bliskowschodnie (
We Hunger, Blow The House Down), elementy stylistyki gospels (
Take Me Back).
Z drugiej strony jednak Hyena ze swymi piosenkami i złagodzoną
ekspresyjnością zdaje się być najmniej rockową płytą w dyskografii
zespołu.
Powrotem do gatunkowych konwencji jest natomiast
Tinderbox
i nie będzie przesadą przypuszczenie, iż dla Siouxsie była to jakby
sentymentalna podróż w przeszłość - aż do The Scream. Wrażenie to
potęguje gra nowego gitarzysty,
Johna Carruthersa (ex-
Clock DVA),
przypominająca styl Johna McKaya. Naturalnie, odtworzenie atmosfery
debiutu - jeśli w ogóle o to chodziło - okazało się niemożliwe. Przez
osiem lat Banshees zbyt wiele się nauczyli, czyli stali się zbyt dobrymi
muzykami - niemniej Tinderbox przynosi, mimo różnej jakości materiału,
solidną porcję rocka. Problem w tym, że nie ma on już tej magnetycznej
siły, co w okresie między The Scream a A Kiss In The Dreamhouse.
Siouxsie And The Banshees stali się częścią muzycznego establishmentu,
czy tego chcieli czy nie. Coś podobnego możemy zaobserwować, kiedy
porównamy na przykład Pornography z Kiss Me, Kiss Me, Kiss Me
The Cure, War z The Joshua Tree
U2 lub Remain In Light z Naked
Talking Heads.
W żadnym z tych przypadków nie mamy do czynienia z płytami gorszymi -
lecz z bardziej wyważonymi, muzycznie wyrafinowanymi płytami wieku
dojrzałego.
Ostatnim - jak dotąd - rozdziałem w historii Siouxsie And The Banshees jest nader interesujący album
Through The Looking Glass,
przynoszący zestaw opracowanych przez zespół cudzych kompozycji.
Zestaw, trzeba tu dodać, co najmniej zaskakujący, jeśli znaleźć w nim
można utwory z repertuaru tak różnych wykonawców, jak
Billie Holiday (
Strange Fruit),
Julie Driscoll (
This Wheel's On Fire),
Roxy Music (
Sea Breezes),
Television (
Little Johnny Jewel),
Iggy Pop (
The Passenger),
The Doors (
You're Lost Little Girl) oraz piosenkę z filmu Księga Dżungli (
Trust In Me). W sumie, bardzo dobra płyta, przygotowana z wyobraźnią, pełna niespodzianek. l bardzo osobista.
W 1987 roku, tuż po nagraniu Through The Looking Glass nastąpiły kolejne
zmiany w składzie zespołu. Odszedł John Carruthers, a jego miejsce
zajął
John Klein, dotąd grający w
Skeletal Family. Piątym muzykiem został obsługujący instrumenty klawiszowe
Martin McCarrick. Należy jednak pamiętać, że - jak powiedział Robert Smith -The Banshees to tylko nazwa - bardziej idea niż zespół.
|
Single |
| Tytuł |
Wykonawca | Data wydania |
UK |
US |
Wytwórnia
[UK] |
Komentarz |
| Hong Kong Garden /Voices | Siouxsie and The Banshees | 08.1978 | 7[10] | - | Polydor 2059 052 | [written by John McKay/Kenny Morris/Siouxsie Sioux/Steve Severin][produced by Nils Stevenson/Steve Lillywhite] |
| The Staircase (Mystery)/20th Century Boy | Siouxsie and The Banshees | 03.1979 | 24[8] | - | Polydor POSP 9 | [written by John McKay/Kenny Morris/Siouxsie Sioux/Steve Severin][produced by Nils Stevenson] |
| Playground Twist /Pull to Bits | Siouxsie and The Banshees | 07.1979 | 28[6] | - | Polydor POSP 59 | [written by John McKay/Kenny Morris/Siouxsie Sioux/Steve Severin][produced by Nils Stevenson/Mike Stavrou] |
| Mittageisen /Love in a Void | Siouxsie and The Banshees | 09.1979 | 47[3] | - | Polydor 2059 151 | [written by John McKay/Siouxsie Sioux][produced by Nils Stevenson/Mike Stavrou] |
| Happy House /Drop Dead-Celebration | Siouxsie and The Banshees | 03.1980 | 17[8] | - | Polydor POSP 117 | [written by Siouxsie Sioux/Steve Severin][produced by Siouxsie And The Banshees/Nigel Gray] |
| Christine /Eve White, Eve Black | Siouxsie and The Banshees | 05.1980 | 22[8] | - | Polydor 2059 249 | [written by Siouxsie Sioux/Steve Severin][produced by Siouxsie And The Banshees/Nigel Gray] |
| Israel /Red Over White | Siouxsie and The Banshees | 11.1980 | 41[8] | - | Polydor POSP 205 | [written by Siouxsie Sioux/Steve Severin/John McGeoch/Peter Clarke][produced by Siouxsie And The Banshees/Nigel Gray] |
| Spellbound /Follow the Sun | Siouxsie and The Banshees | 05.1981 | 22[8] | - | Polydor POSP 273 | [written by Siouxsie And The Banshees][produced by Nigel Gray] |
| Arabian Knights /Supernatural Thing | Siouxsie and The Banshees | 07.1981 | 32[7] | - | Polydor POSP 309 | [written by Siouxsie And The Banshees][produced by Siouxsie And The Banshees/Nigel Gray] |
| Fireworks /Coal Mind | Siouxsie and The Banshees | 05.1982 | 22[6] | - | Polydor POSP 450 | [written by Siouxsie And The Banshees][produced by Siouxsie And The Banshees] |
| Slowdive /Cannibal Roses | Siouxsie and The Banshees | 10.1982 | 41[4] | - | Polydor POSP 510 | [written by Siouxsie And The Banshees][produced by Siouxsie And The Banshees] |
| Melt! /Il Est Ne Le Divin Enfant | Siouxsie and The Banshees | 11.1982 | 49[5] | - | Polydor POSP 539 | [written by Siouxsie And The Banshees][produced by Siouxsie And The Banshees] |
| Dear Prudence/Tattoo | Siouxsie and The Banshees | 09.1983 | 3[8] | - | Wonderland-Polydor SHE 4 | [written by John Lennon/Paul McCartney][produced by Siouxsie And The Banshees/Mike Hedges][gold-UK] |
| Swimming Horses/Let Go | Siouxsie and The Banshees | 03.1984 | 28[4] | - | Wonderland-Polydor SHE 6 | [written by Siouxsie And The Banshees][produced by Siouxsie And The Banshees/Mike Hedges] |
| Dazzle /I Promise | Siouxsie and The Banshees | 05.1984 | 33[3] | - | Wonderland-Polydor SHE 7 | [written by Siouxsie And The Banshees][produced by Siouxsie And The Banshees/Mike Hedges] |
| THE THORN EP.-Overground; Voices; Placebo Effect; Red Over White | Siouxsie and The Banshees | 10.1984 | 47[3] | - | Wonderland-Polydor SHE 8 | [written by Siouxsie And The Banshees][produced by Siouxsie And The Banshees/Mike Hedges] |
| Cities in Dust/An Execution | Siouxsie and The Banshees | 10.1985 | 21[6] | - | Wonderland-Polydor SHE 9 | [written by Siouxsie And The Banshees][produced by Siouxsie And The Banshees] |
| Candyman/Lullaby | Siouxsie and The Banshees | 02.1986 | 34[5] | - | Wonderland-Polydor SHE 10 | [written by Siouxsie And The Banshees][produced by Siouxsie And The Banshees] |
| This Wheel's on Fire/Shooting Sun | Siouxsie and The Banshees | 01.1987 | 14[6] | - | Wonderland-Polydor SHE 11 | [written by Bob Dylan/Rick Danko][produced by Siouxsie And The Banshees/Mike Hedges] |
| The Passenger /She's Cuckoo | Siouxsie and The Banshees | 03.1987 | 41[6] | - | Wonderland-Polydor SHE 12 | [written by Iggy Pop/Ricky Gardiner][produced by Siouxsie And The Banshees/Mike Hedges] |
| Song from the Edge of the World/The Whole Price of Blood | Siouxsie and The Banshees | 07.1987 | 59[3] | - | Wonderland-Polydor SHE 13 | [written by Siouxsie And The Banshees][produced by Mike Thorne] |
| Peek-a-Boo/False Face | Siouxsie and The Banshees | 07.1988 | 16[6] | 53[14] | Wonderland-Polydor SHE 14 | [written by Steven Bailey/Peter Clarke/Susan Dallion][produced by Siouxsie And The Banshees/Mike Hedges] |
| The Killing Jar/Something Wicked | Siouxsie and The Banshees | 09.1988 | 41[3] | - | Wonderland-Polydor SHE 15 | [written by Siouxsie And The Banshees][produced by Siouxsie And The Banshees/Mike Hedges] |
| The Last Beat of My Heart/El Dia de Los Muertos | Siouxsie and The Banshees | 12.1988 | 44[2] | - | Wonderland-Polydor SHE 16 | [written by Siouxsie And The Banshees][produced by Siouxsie And The Banshees/Mike Hedges] |
| Kiss Them for Me /Staring Back | Siouxsie and The Banshees | 05.1991 | 32[4] | 23[13] | Wonderland-Polydor SHE 19 | [written by Steven Bailey/Peter Clarke/Susan Dallion/Martin McCarrick][produced by Stephen Hague] |
| Shadowtime/Spiral Twist | Siouxsie and The Banshees | 07.1991 | 57[1] | - | Wonderland-Polydor SHE 20 | [written by Steven Bailey/Peter Clarke/Susan Dallion/Martin McCarrick][produced by Stephen Hague] |
| Face to Face/I Could Be Again | Siouxsie and The Banshees | 07.1992 | 21[4] | - | Wonderland-Polydor SHE 21 | [written by Danny Elfman/Siouxsie And The Banshees][produced by Stephen Hague] |
| Interlude | Morrisey & Siouxie | 08.1994 | 25[3] | - | - | [written by De La Rue/Shaper][produced by Martin Boorer] |
| O Baby/B Side Ourselves | Siouxsie and The Banshees | 12.1994 | 34[10] | 125[1] | Wonderland-Polydor SHE 22 | [written by Siouxsie And The Banshees][produced by Brian Eno] |
| Stargazer /Hang Me High | Siouxsie and The Banshees | 02.1995 | 64[3] | - | Wonderland-Polydor SHE 23 | [written by Siouxsie And The Banshees][produced by Siouxsie And The Banshees] |
|
Albumy |
| Tytuł |
Wykonawca | Data wydania |
UK |
US |
Wytwórnia
[UK] |
Komentarz |
| THE SCREAM | Siouxie and The Banshees | 10.1978 | 12[11] | - | Polydor POLD 5009 | [silver-UK][produced by Steve Lillywhite/Siouxsie And The Banshees] |
| JOIN HANDS | Siouxie and The Banshees | 08.1979 | 13[5] | - | Polydor POLD 5024 | [silver-UK][produced by Miek Stavrou/Nils Stevenson] |
| KALEIDOSCOPE | Siouxie and The Banshees | 08.1980 | 5[6] | - | Polydor 2442 177 | [silver-UK][produced by Siouxsie And The Banshees/Nigel Gray] |
| JUJU | Siouxie and The Banshees | 06.1981 | 7[17] | - | Polydor POLD 5155 | [silver-UK][produced by Siouxsie And The Banshees/Nigel Gray] |
| ONCE UPON A TIME/THE SINGLES | Siouxie and The Banshees | 11.1981 | 21[26] | - | Polydor POLS 1056 | [gold-UK][produced by Siouxsie And The Banshees] |
| A KISS IN THE DREAMHOUSE | Siouxie and The Banshees | 10.1982 | 11[11] | - | Polydor POLD 5064 | [silver-UK][produced by Siouxsie And The Banshees] |
| NOCTURNE | Siouxie and The Banshees | 11.1983 | 29[10] | - | Wonderland-Polydor SHAH 1 | [silver-UK][produced by Siouxsie And The Banshees/Mike Hedges] |
| HYAENA | Siouxie and The Banshees | 06.1984 | 15[6] | 157[7] | Wonderland-Polydor SHEHP 1 | [produced by Siouxsie And The Banshees/Mike Hedges] |
| TINDERBOX | Siouxie and The Banshees | 04.1986 | 13[6] | 88[15] | Wonderland-Polydor SHEHP 3 | [produced by Siouxsie And The Banshees] |
| THROUGH THE LOOKING GLASS | Siouxie and The Banshees | 03.1987 | 15[8] | 188[3] | Wonderland-Polydor SHELP 4 | [silver-UK][produced by Siouxsie And The Banshees/Mike Hedges] |
| PEEPSHOW | Siouxie and The Banshees | 09.1988 | 20[5] | 68[20] | Wonderland-Polydor SHELP 5 | [silver-UK][produced by Siouxsie And The Banshees/Mike Hedges] |
| SUPERSTITION | Siouxie and The Banshees | 06.1991 | 25[4] | 65[21] | Wonderland 84773211 | [produced by Stephen Hague] |
| TWICE UPON A TIME/THE SINGLES | Siouxie and The Banshees | 10.1992 | 26[2] | - | Wonderland 517160 | [produced by Mike Hedges/the Banshees/Stephen Hague/Charles Gray] |
| THE RAPTURE | Siouxie and The Banshees | 01.1995 | 33[4] | 127[2] | Wonderland 5237251 | [produced by Charlie Gray/John Cale] |
| THE VERY BEST OF... | Siouxie and The Banshees | 12.2002 | 132[2] | - | UM3/Universal-Island | |
| AT THE BBC | Siouxie and The Banshees | 06.2009 | 140[1] | - | Universal International | |